czwartek, 11 sierpnia 2011

Drugi początek - rozdział drugi

Zaczęłam pośpiesznie zbierać rzeczy taty do torby. Przerwała mi mama:
- Connie nie ma na to czasu. Musimy szybko jechać do szpitala.
- Jest nieprzytomny, nic nie możemy zrobić. - nie przerywałam rozpoczętych czynności.
- Wiem, ale powinniśmy być teraz przy nim. Nie możemy tak go zostawiać.
- Mamo - oderwałam się, spojrzałam na nią i usiadłam na łóżku. - To wszystko moja wina. Powiedziałam mu, że go nienawidzę i nie jest moim ojcem. Był zdenerwowany i wyszedł.
- Do tej pory zdążył ochłonąć.
- Na pewno przybiło go to.
- Nie będzie miał Ci tego za złe. Nie możesz się obwiniać. Mógł być pijany, ale przez telefon nie chcieli powiedzieć mi nic więcej.
- Chciałabym, żeby było normalnie, tak jak kiedyś porozmawiać z tatą, pośmiać się, pożartować.
Mama nie odpowiedziała tylko spuściła głowę, wzięła torbę spakowaną wcześniej przeze mnie i poszła w kierunku drzwi.

Stałam sama w szpitalnym korytarzu. Czekałam na informacje.
- Wyżyłam się na tacie - myślałam. - To wszystko jest moja wina. Przejął się tym co powiedziałam. W szkole mnie nie lubią, wyzywają, a to wszystko przeze mnie. Gdybym była inna, nie byłoby tylu kłopotów. Jestem egoistką. - zobaczyłam mamę, szła w moją stronę, miała spuszczoną głowę. Nie mówiła nic. Sama zapytałam:
- Co z nim? - byłam przestraszona. - Powiedz coś.
- Jest niestabilny. Lekarz mówi, że wszystko będzie w porządku, ale oni tak zawsze... - nie skończyła. - Connie, strasznie boję się, że go stracę. Ostatnia rozmowa była niemiła i dałam mu do zrozumienia, że mam go dość. Nie chcę tak się z nim pożegnać. - łzy spłynęły jej po policzkach.
- Nie pożegnasz się, skoro lekarz mówi, że będzie dobrze to coś znaczy. Przecież nie okłamywałby Cię. - chciało mi się płakać, ale musiałam być twarda. - Jak doszło do wypadku?
- To nie była jego wina. Jakiś młody kierowca wyjechał mu z naprzeciwka. On oczywiście nie ma większych obrażeń, tylko złamał rękę.
Usiadłyśmy. Czekałyśmy jeszcze 3 godziny. Piłyśmy gorącą czekoladę, kiedy zobaczyłyśmy lekarza. Uśmiechnął się:
- Dzień dobry. Nazywam się dr Dickens. Pan Eric Smith odzyskał przytomność, ale nadal jest bardzo słaby, więc proszę go nie męczyć. Sala nr 4.
- Dziękuję bardzo. - nie skończyła i już biegła w kierunku wskazanego pokoju.
Pomyślałam, że zostawię ich samych, potrzebują tego.
Po jakimś czasie weszłam do sali. Zamilkli. W jednej chwili tata odezwał się:
- Mary, zostawisz nas na chwile?
- Jasne. - skierowała się do drzwi. Zamknęła je za sobą.
- Connie, przepraszam Cię za wszystko. Wiem, że wtedy przesadziłem. A zresztą nie tylko wtedy. Odkąd pamiętam byłem dla was zły, nie starałem się. Ale ta śmierć Philipa strasznie mnie przybiła.
- Ja wiem, że to....- nie pozwolił mi skończyć.
- Kocham was i wiem, że was raniłem, obiecuję, że zmienię się. - spojrzał w okno. - Mój ojciec też pił. Pamiętam jak prawie codziennie przychodził do domu upity. Ledwo trzymał się na nogach i awanturował się, kiedy w domu nie było wódki albo chociaż piwa. Nieraz zdarzyło się, że rano brał kasę na zakupy, na jedzenie. Ale wracał dopiero późnym popołudniem trzymając się ściany. Nie pracował, utrzymywała nas mama. Gdy nie chciała dawać mu na jego pijaństwo bił ją. W końcu ulegała mu, a wtedy nie mieliśmy co jeść, byliśmy głodni. Gdyby nie babcia umarlibyśmy z głodu. Chowaliśmy się po kątach, siedzieliśmy w szafach, żeby tylko nas nie znalazł, nie zobaczył. Kiedyś zdarzyło się, że siedziałem w piwniczce i słuchałem jak na nią krzyczy. Zaczęła wyć z bólu, płakać. Wybiegłem i zobaczyłem, że mama ma zakrwawioną twarz. Złapałem go za rękę, nie pozwoliłem uderzyć, a wtedy pobił mnie. Zaczął krzyczeć, że jestem niewdzięczny, bo dał nam życie, a my nie mamy do niego szacunku. Wziął łopatę stojącą przy otwartych drzwiach piwniczki i uderzał z całej siły. Przez kilka dni nie mogłem wychodzić z domu, wszystko mnie bolało. Leżałem całymi dniami w łóżku, nie chciałem jeść. - oderwał wzrok od punktu za oknem, spojrzał na mnie. - Nigdy tego nie zapomnę. - poleciała mu łza, chyba się tym zawstydził, bo znów odwrócił głowę. - Wstydziłem się taty. Wtedy obiecałem sobie, że nigdy taki się nie stanę, że będę kochający dla swojej rodziny. Przez wiele lat do ust nie wziąłem kropli alkoholu. Jak miałem 15 lat poznałem Twoją mamę. Mimo, że byliśmy młodzi to bardzo się kochaliśmy, nadal tak jest. - słuchałam go bardzo uważnie. Ciekawiło mnie to. - Kiedy ja miałem 17 lat, a Mary 16 to zaszła w ciążę. Jej rodzice byli na nią źli, moi też. Ale przekonałem ich, że bardzo ją kocham, a ona mnie też. Wzięliśmy wczesny ślub. Urodził się Philip - Twój brat. Byliśmy bardzo szczęśliwi. Przez wiele lat nie odzywałem się z tatą. Pewnego dnia dowiedziałem się, że zmarł, zapił się na śmierć. Żałowałem, że nie porozmawiałem z nim. Było już za późno. - znów spojrzał na mnie. Tym razem nie odwrócił wzroku. Przyglądał mi się uważnie. - Przez wiele lat staraliśmy się o drugie dziecko. Chcieliśmy mieć gromadkę, ale coś nie wyszło. Zdecydowaliśmy się na in vitro. Udało się. Urodziłaś się Ty. - uśmiechnął się. - Miałaś takie śliczne, czarne włoski i błękitne oczy. Strasznie płakałaś. Pokochałem Cię jak własne dziecko, ale masz racje. Nie jestem Twoim tatą. Nie sprawdziłem się w tej roli. Na początku było bardzo dobrze, ale kiedy 6 lat temu zmarł Philip, nie wytrzymałem. Sięgnąłem po butelkę. Zacząłem strasznie pić. Zawiodłem siebie i was. Wstydziłem się tego, przez co jeszcze więcej piłem. To mi pomagało, ale tylko na chwile. Kiedy trzeźwiałem czułem się jeszcze gorzej, dlatego piłem non stop. Connie przepraszam, że nie jestem Twoim ojcem, przepraszam.
- To nie Twoja wina. Dobrze pamiętam jak byłam mała. Starałeś się. Wiedziałam, że mnie kochasz. Jesteś moim tatą. Nie wyobrażam sobie nikogo innego na tym miejscu. Nie musisz mnie przepraszać. To ja powinnam przeprosić Cię za moje słowa. Powiedziałam, że powiedziałam, że Cię nienawidzę. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. - uśmiechnął się.
Wszedł lekarz z pięlegniarką:
- Przepraszam, ale proszę go już nie męczyć. Musimy zabrać tatę, na kilka badań. - powiedział lekarz.
- A co mu dolega? Czy wyzdrowieje? Co to za badania?
- To nic strasznego. Jeżeli w badaniach wszystko wyjdzie w porządku to pan Eric będzie mógł wyjść ze szpitala już za 3 lub 4 dni.
- Nie martw się Connie - uspokajał mnie tata.
Nie wiem dlaczego, ale wiedziałam, że teraz wszystko będzie  porządku, że tata wyzdrowieje i zmieni się. Byłam spokojna, więc udałam się do domu.
Siedziałam przy biurku i odrabiałam lekcje. Zamyśliłam się:
- Powinnam zadzwonić do Meggie. Kilka dni nie odzywałam się do niej przez złą sytuacje. Nie chciałam znów skarżyć się na los. Meg znam długo. Zawsze mogłam jej ufać. Fajnie, że jest ktoś oprócz rodziców, dla kogo się liczę.
Wyciągnęłam z kieszeni komórkę, wybrałam numer. Chciałam powiedzieć jej nowinę. Ciekawe czy ucieszy się.
- Halo!
- Cześć Meg. Tu Connie.
- Cześć. Czemu tak długo się nie odzywałaś? Nie odpisywałaś.
- Musiałam coś przemyśleć. Słuchaj, muszę Ci coś powiedzieć.
- Słucham?
- Od września przenoszę się do Twojej szkoły!
- To super! Może się spotkamy?
- Brzmi świetnie. Gdzie i kiedy?
Wiedziałam, że zawsze mogę liczyć na Meg. Byłam moja najlepszą przyjaciółką odkąd pamiętam. Teraz zaczęło się układać. W końcu szczerze się uśmiechałam.

XXXXX
Przepraszam za błędy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz