Zaczęłam pośpiesznie zbierać rzeczy taty do torby. Przerwała mi mama:
- Connie nie ma na to czasu. Musimy szybko jechać do szpitala.
- Jest nieprzytomny, nic nie możemy zrobić. - nie przerywałam rozpoczętych czynności.
- Wiem, ale powinniśmy być teraz przy nim. Nie możemy tak go zostawiać.
- Mamo - oderwałam się, spojrzałam na nią i usiadłam na łóżku. - To wszystko moja wina. Powiedziałam mu, że go nienawidzę i nie jest moim ojcem. Był zdenerwowany i wyszedł.
- Do tej pory zdążył ochłonąć.
- Na pewno przybiło go to.
- Nie będzie miał Ci tego za złe. Nie możesz się obwiniać. Mógł być pijany, ale przez telefon nie chcieli powiedzieć mi nic więcej.
- Chciałabym, żeby było normalnie, tak jak kiedyś porozmawiać z tatą, pośmiać się, pożartować.
Mama nie odpowiedziała tylko spuściła głowę, wzięła torbę spakowaną wcześniej przeze mnie i poszła w kierunku drzwi.
Stałam sama w szpitalnym korytarzu. Czekałam na informacje.
- Wyżyłam się na tacie - myślałam. - To wszystko jest moja wina. Przejął się tym co powiedziałam. W szkole mnie nie lubią, wyzywają, a to wszystko przeze mnie. Gdybym była inna, nie byłoby tylu kłopotów. Jestem egoistką. - zobaczyłam mamę, szła w moją stronę, miała spuszczoną głowę. Nie mówiła nic. Sama zapytałam:
- Co z nim? - byłam przestraszona. - Powiedz coś.
- Jest niestabilny. Lekarz mówi, że wszystko będzie w porządku, ale oni tak zawsze... - nie skończyła. - Connie, strasznie boję się, że go stracę. Ostatnia rozmowa była niemiła i dałam mu do zrozumienia, że mam go dość. Nie chcę tak się z nim pożegnać. - łzy spłynęły jej po policzkach.
- Nie pożegnasz się, skoro lekarz mówi, że będzie dobrze to coś znaczy. Przecież nie okłamywałby Cię. - chciało mi się płakać, ale musiałam być twarda. - Jak doszło do wypadku?
- To nie była jego wina. Jakiś młody kierowca wyjechał mu z naprzeciwka. On oczywiście nie ma większych obrażeń, tylko złamał rękę.
Usiadłyśmy. Czekałyśmy jeszcze 3 godziny. Piłyśmy gorącą czekoladę, kiedy zobaczyłyśmy lekarza. Uśmiechnął się:
- Dzień dobry. Nazywam się dr Dickens. Pan Eric Smith odzyskał przytomność, ale nadal jest bardzo słaby, więc proszę go nie męczyć. Sala nr 4.
- Dziękuję bardzo. - nie skończyła i już biegła w kierunku wskazanego pokoju.
Pomyślałam, że zostawię ich samych, potrzebują tego.
Po jakimś czasie weszłam do sali. Zamilkli. W jednej chwili tata odezwał się:
- Mary, zostawisz nas na chwile?
- Jasne. - skierowała się do drzwi. Zamknęła je za sobą.
- Connie, przepraszam Cię za wszystko. Wiem, że wtedy przesadziłem. A zresztą nie tylko wtedy. Odkąd pamiętam byłem dla was zły, nie starałem się. Ale ta śmierć Philipa strasznie mnie przybiła.
- Ja wiem, że to....- nie pozwolił mi skończyć.
- Kocham was i wiem, że was raniłem, obiecuję, że zmienię się. - spojrzał w okno. - Mój ojciec też pił. Pamiętam jak prawie codziennie przychodził do domu upity. Ledwo trzymał się na nogach i awanturował się, kiedy w domu nie było wódki albo chociaż piwa. Nieraz zdarzyło się, że rano brał kasę na zakupy, na jedzenie. Ale wracał dopiero późnym popołudniem trzymając się ściany. Nie pracował, utrzymywała nas mama. Gdy nie chciała dawać mu na jego pijaństwo bił ją. W końcu ulegała mu, a wtedy nie mieliśmy co jeść, byliśmy głodni. Gdyby nie babcia umarlibyśmy z głodu. Chowaliśmy się po kątach, siedzieliśmy w szafach, żeby tylko nas nie znalazł, nie zobaczył. Kiedyś zdarzyło się, że siedziałem w piwniczce i słuchałem jak na nią krzyczy. Zaczęła wyć z bólu, płakać. Wybiegłem i zobaczyłem, że mama ma zakrwawioną twarz. Złapałem go za rękę, nie pozwoliłem uderzyć, a wtedy pobił mnie. Zaczął krzyczeć, że jestem niewdzięczny, bo dał nam życie, a my nie mamy do niego szacunku. Wziął łopatę stojącą przy otwartych drzwiach piwniczki i uderzał z całej siły. Przez kilka dni nie mogłem wychodzić z domu, wszystko mnie bolało. Leżałem całymi dniami w łóżku, nie chciałem jeść. - oderwał wzrok od punktu za oknem, spojrzał na mnie. - Nigdy tego nie zapomnę. - poleciała mu łza, chyba się tym zawstydził, bo znów odwrócił głowę. - Wstydziłem się taty. Wtedy obiecałem sobie, że nigdy taki się nie stanę, że będę kochający dla swojej rodziny. Przez wiele lat do ust nie wziąłem kropli alkoholu. Jak miałem 15 lat poznałem Twoją mamę. Mimo, że byliśmy młodzi to bardzo się kochaliśmy, nadal tak jest. - słuchałam go bardzo uważnie. Ciekawiło mnie to. - Kiedy ja miałem 17 lat, a Mary 16 to zaszła w ciążę. Jej rodzice byli na nią źli, moi też. Ale przekonałem ich, że bardzo ją kocham, a ona mnie też. Wzięliśmy wczesny ślub. Urodził się Philip - Twój brat. Byliśmy bardzo szczęśliwi. Przez wiele lat nie odzywałem się z tatą. Pewnego dnia dowiedziałem się, że zmarł, zapił się na śmierć. Żałowałem, że nie porozmawiałem z nim. Było już za późno. - znów spojrzał na mnie. Tym razem nie odwrócił wzroku. Przyglądał mi się uważnie. - Przez wiele lat staraliśmy się o drugie dziecko. Chcieliśmy mieć gromadkę, ale coś nie wyszło. Zdecydowaliśmy się na in vitro. Udało się. Urodziłaś się Ty. - uśmiechnął się. - Miałaś takie śliczne, czarne włoski i błękitne oczy. Strasznie płakałaś. Pokochałem Cię jak własne dziecko, ale masz racje. Nie jestem Twoim tatą. Nie sprawdziłem się w tej roli. Na początku było bardzo dobrze, ale kiedy 6 lat temu zmarł Philip, nie wytrzymałem. Sięgnąłem po butelkę. Zacząłem strasznie pić. Zawiodłem siebie i was. Wstydziłem się tego, przez co jeszcze więcej piłem. To mi pomagało, ale tylko na chwile. Kiedy trzeźwiałem czułem się jeszcze gorzej, dlatego piłem non stop. Connie przepraszam, że nie jestem Twoim ojcem, przepraszam.
- To nie Twoja wina. Dobrze pamiętam jak byłam mała. Starałeś się. Wiedziałam, że mnie kochasz. Jesteś moim tatą. Nie wyobrażam sobie nikogo innego na tym miejscu. Nie musisz mnie przepraszać. To ja powinnam przeprosić Cię za moje słowa. Powiedziałam, że powiedziałam, że Cię nienawidzę. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. - uśmiechnął się.
Wszedł lekarz z pięlegniarką:
- Przepraszam, ale proszę go już nie męczyć. Musimy zabrać tatę, na kilka badań. - powiedział lekarz.
- A co mu dolega? Czy wyzdrowieje? Co to za badania?
- To nic strasznego. Jeżeli w badaniach wszystko wyjdzie w porządku to pan Eric będzie mógł wyjść ze szpitala już za 3 lub 4 dni.
- Nie martw się Connie - uspokajał mnie tata.
Nie wiem dlaczego, ale wiedziałam, że teraz wszystko będzie porządku, że tata wyzdrowieje i zmieni się. Byłam spokojna, więc udałam się do domu.
Siedziałam przy biurku i odrabiałam lekcje. Zamyśliłam się:
- Powinnam zadzwonić do Meggie. Kilka dni nie odzywałam się do niej przez złą sytuacje. Nie chciałam znów skarżyć się na los. Meg znam długo. Zawsze mogłam jej ufać. Fajnie, że jest ktoś oprócz rodziców, dla kogo się liczę.
Wyciągnęłam z kieszeni komórkę, wybrałam numer. Chciałam powiedzieć jej nowinę. Ciekawe czy ucieszy się.
- Halo!
- Cześć Meg. Tu Connie.
- Cześć. Czemu tak długo się nie odzywałaś? Nie odpisywałaś.
- Musiałam coś przemyśleć. Słuchaj, muszę Ci coś powiedzieć.
- Słucham?
- Od września przenoszę się do Twojej szkoły!
- To super! Może się spotkamy?
- Brzmi świetnie. Gdzie i kiedy?
Wiedziałam, że zawsze mogę liczyć na Meg. Byłam moja najlepszą przyjaciółką odkąd pamiętam. Teraz zaczęło się układać. W końcu szczerze się uśmiechałam.
XXXXX
Przepraszam za błędy.
czwartek, 11 sierpnia 2011
środa, 10 sierpnia 2011
Drugi początek - rozdział pierwszy
Szłam szybko przez korytarz. Po drodze potrąciłam kilka osób, kilka trąciłam łokciem. Niektórzy odwracali się i coś za mną wołali, najprawdopodobniej zebrałam kilka obelg, ale nie słuchałam ich, nie chciałam. Teraz chciałam tylko dojść jak najszybciej do szatni, zabrać swoje rzeczy i wyjść. Gdy już opuściłam budynek szłam wolno, wpatrując się w nierówny chodnik. Kiedy byłam już pod domem, stanęłam, poczułam wielką gule w gardle. Musiałam w końcu powiedzieć mamie i poprosić o....tak właściwie to o co? Co może mi poradzić? I tak ma za dużo kłopotów. Nie mogę niczego od niej chcieć.
Weszłam. Nie chciałam z nikim teraz rozmawiać, więc szybkim krokiem szłam do swojego pokoju. Niestety w nim, na łóżku siedziała mama.
- Gdzie byłaś tak długo? - zapytała troskliwie.
- W szkole - odpowiedziałam.
- Zajęcia skończyłaś prawie 2 godziny temu.
- Spacerowałam.
- Connie, czy coś się dzieję? Ostatnio zachowujesz się inaczej. Jesteś smutna, ciągle się zamyślasz. Mogę Ci jakoś pomóc? A może wyjdź gdzieś, spotkaj się z przyjaciółmi.
- Mamo, ja.... - chciałam powiedzieć, że nie mam przyjaciół. Powstrzymałam się. - Nic się nie dzieje. Po prostu ostatnio mam dużo nauki i nie mam czasu wychodzić. Trochę mnie to przytłacza. Po egzaminach wszystko wróci do normy, uwierz mi. - Okłamałam ją i nawet samą siebie.
Odeszła. Chyba przeczuła, że nie jestem z nią szczera.
Leżałam na łóżku i czytałam książkę, jednak nie mogłam się skupić.
- To musi kiedyś się skończyć. Czy mogę coś z tym zrobić? Nie mogę obarczać problemami bliskich. A może to tylko moja wina i nie można tego naprawić? Tak mam racje. Sama sobie na to zapracowałam, bo jestem beznadziejna i...
Rozmyślania przerwał mi szept mamy:
- Znowu to samo. Connie pewnie dlatego się martwi. Zrozum, że nas ranisz.
Męski głos odpowiedział głośno:
- Daj mi spokój kobieto. Lepiej ugotuj jakiś obiad, bo jestem głodny.
- Ehm, już nie mam na nic siły.
- Do niczego się nie nadajesz, nawet głupiego obiadu nie potrafisz zrobić.
Teraz usłyszałam krzyk, przez który aż podskoczyłam.
- Jeżeli jesteś taki inteligentny i samodzielny to sam sobie rób to jedzenie!
Zaszlochała i trzasnęła drzwiami do sypialni.
Wyszłam z pokoju. Był już w kuchni.
- Co Ty robisz? - zapytałam z wyrzutem.
- Nie widzisz? Kanapki. Matka już nic nie umie i ma do mnie o to żal. - poczułam smród wódki.
- Przecież doskonale wiesz, że jej nie chodzi o to! Wracasz codziennie pijany! - krzyczałam - Tato...co ja mówię, przecież Ty nie jesteś moim tatą. - powiedziałam ze smutkiem w głosie - Nienawidzę Cię za to co z nami robisz! - znów podniosłam głos - Nie potrafisz docenić ile mama dla Ciebie poświęca!
- Nie jestem tu wam potrzebny - wziął kurtkę i wyszedł.
Patrzyłam na drzwi. Za mną stanęła mama.
- Córciu, nie musiałaś tego robić. Dziękuję Ci.
- Musiałam. Nie pozwolę, żeby tata tak Cię traktował.
- Eric chce dobrze, po prostu nie potrafi wyjść z nałogu.
- Jeżeli zależałoby mu na nas to poszedłby na jakąś terapię. Nie wierzę, że jesteś taka naiwna - warknęłam i odwróciłam się.
- Connie skarbie...
Już nie słuchałam, poszłam do pokoju, rzuciłam się na łóżko i zaczęłam wyć w poduszkę.
Gdy już się uspokoiłam wyszłam i poszłam w kierunku sypialni rodziców.
- Przepraszam. Nie chciałam być niegrzeczna.
- Nic nie szkodzi.
- Czemu się nie rozwiedziecie? - bezczelnie zapytałam.
- Potrafiłabyś żyć bez taty? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Ja nie mam taty! - krzyknęłam. - Przepraszam. - opanowałam się.
- Nie możesz tak mówić. Kocham go. - spuściła głowę
- Mamo, muszę Ci coś powiedzieć. - powiedziałam cicho. - Mam problemy w szkole.
- Nie idzie Ci nauka? Przecież tyle czasu spędzasz przed książkami.
- Nie o to chodzi. Nie akceptują mnie. - wymamrotałam.
Rozmawiałyśmy długo, a mama zdecydowała, że od września zmienię szkołę. Byłam zadowolona.
Taty nie było już 3 dni. Kiedy wróciłam ze szkoły mama kończyła rozmowę przez telefon:
- Dziękuję za informacje, do widzenia.
- Jest coś do jedzenia? Jestem straaasznie głodna.
- Connie, tata jest w szpitalu, miał wypadek.
Upuściłam plecak.
XXXXX
Mam nadzieję, że moje opowiadanie spodoba wam się. Przepraszam za błędy, ale nie chciało mi się sprawdzać ;)
Weszłam. Nie chciałam z nikim teraz rozmawiać, więc szybkim krokiem szłam do swojego pokoju. Niestety w nim, na łóżku siedziała mama.
- Gdzie byłaś tak długo? - zapytała troskliwie.
- W szkole - odpowiedziałam.
- Zajęcia skończyłaś prawie 2 godziny temu.
- Spacerowałam.
- Connie, czy coś się dzieję? Ostatnio zachowujesz się inaczej. Jesteś smutna, ciągle się zamyślasz. Mogę Ci jakoś pomóc? A może wyjdź gdzieś, spotkaj się z przyjaciółmi.
- Mamo, ja.... - chciałam powiedzieć, że nie mam przyjaciół. Powstrzymałam się. - Nic się nie dzieje. Po prostu ostatnio mam dużo nauki i nie mam czasu wychodzić. Trochę mnie to przytłacza. Po egzaminach wszystko wróci do normy, uwierz mi. - Okłamałam ją i nawet samą siebie.
Odeszła. Chyba przeczuła, że nie jestem z nią szczera.
Leżałam na łóżku i czytałam książkę, jednak nie mogłam się skupić.
- To musi kiedyś się skończyć. Czy mogę coś z tym zrobić? Nie mogę obarczać problemami bliskich. A może to tylko moja wina i nie można tego naprawić? Tak mam racje. Sama sobie na to zapracowałam, bo jestem beznadziejna i...
Rozmyślania przerwał mi szept mamy:
- Znowu to samo. Connie pewnie dlatego się martwi. Zrozum, że nas ranisz.
Męski głos odpowiedział głośno:
- Daj mi spokój kobieto. Lepiej ugotuj jakiś obiad, bo jestem głodny.
- Ehm, już nie mam na nic siły.
- Do niczego się nie nadajesz, nawet głupiego obiadu nie potrafisz zrobić.
Teraz usłyszałam krzyk, przez który aż podskoczyłam.
- Jeżeli jesteś taki inteligentny i samodzielny to sam sobie rób to jedzenie!
Zaszlochała i trzasnęła drzwiami do sypialni.
Wyszłam z pokoju. Był już w kuchni.
- Co Ty robisz? - zapytałam z wyrzutem.
- Nie widzisz? Kanapki. Matka już nic nie umie i ma do mnie o to żal. - poczułam smród wódki.
- Przecież doskonale wiesz, że jej nie chodzi o to! Wracasz codziennie pijany! - krzyczałam - Tato...co ja mówię, przecież Ty nie jesteś moim tatą. - powiedziałam ze smutkiem w głosie - Nienawidzę Cię za to co z nami robisz! - znów podniosłam głos - Nie potrafisz docenić ile mama dla Ciebie poświęca!
- Nie jestem tu wam potrzebny - wziął kurtkę i wyszedł.
Patrzyłam na drzwi. Za mną stanęła mama.
- Córciu, nie musiałaś tego robić. Dziękuję Ci.
- Musiałam. Nie pozwolę, żeby tata tak Cię traktował.
- Eric chce dobrze, po prostu nie potrafi wyjść z nałogu.
- Jeżeli zależałoby mu na nas to poszedłby na jakąś terapię. Nie wierzę, że jesteś taka naiwna - warknęłam i odwróciłam się.
- Connie skarbie...
Już nie słuchałam, poszłam do pokoju, rzuciłam się na łóżko i zaczęłam wyć w poduszkę.
Gdy już się uspokoiłam wyszłam i poszłam w kierunku sypialni rodziców.
- Przepraszam. Nie chciałam być niegrzeczna.
- Nic nie szkodzi.
- Czemu się nie rozwiedziecie? - bezczelnie zapytałam.
- Potrafiłabyś żyć bez taty? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Ja nie mam taty! - krzyknęłam. - Przepraszam. - opanowałam się.
- Nie możesz tak mówić. Kocham go. - spuściła głowę
- Mamo, muszę Ci coś powiedzieć. - powiedziałam cicho. - Mam problemy w szkole.
- Nie idzie Ci nauka? Przecież tyle czasu spędzasz przed książkami.
- Nie o to chodzi. Nie akceptują mnie. - wymamrotałam.
Rozmawiałyśmy długo, a mama zdecydowała, że od września zmienię szkołę. Byłam zadowolona.
Taty nie było już 3 dni. Kiedy wróciłam ze szkoły mama kończyła rozmowę przez telefon:
- Dziękuję za informacje, do widzenia.
- Jest coś do jedzenia? Jestem straaasznie głodna.
- Connie, tata jest w szpitalu, miał wypadek.
Upuściłam plecak.
XXXXX
Mam nadzieję, że moje opowiadanie spodoba wam się. Przepraszam za błędy, ale nie chciało mi się sprawdzać ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)